- Poszli już.
- Udało się?
- Sądząc po tym, że uciekli
jakby się paliło, to podejrzewam, że tak.
- To dobrze, bo już zaczynałem się martwić, że wszystko się posypało.
- Nie ma szans. Te dzieciaki są dla siebie stworzone. Trzeba im było
tylko trochę pomóc w dojściu do tego. Chociaż, przyznam się, że w pewnej chwili
bałem się, że mój syn wszystko popsuje.
- A nie szkoda ci? W końcu mogłaby jednak zostać twoją synową.
- I tak wiedziałem, że nic z tego nie będzie. Dong Wook do niej nie
pasuje. Nie martw się, znajdę mu jakąś porządną narzeczoną, jak już rozwiedzie
się z tą dziewuchą.
- Czyli jednak rozwód?
- Tak, to już przesądzone, ale nie mówmy o tym. Teraz jest coś
ważniejszego.
- Ważniejszego? Przecież dzieciaki się pogodziły. Wszystko jest w
porządku.
- Jung Yeop, ty nic nie myślisz.
- O co chodzi?
- Przecież teraz musimy zająć się planowaniem ślubu!


